Finger Coils

O metodzie Finger Coils jest już od dawna głośno. Ostatnio opisywała ją u siebie Curly Madeline, pokazywała całą metodę krok po kroku. Kiedyś już próbowałam tej metody, jak i wiele innych ale niestety praktycznie wszystkie prostują mi włosy. A kłaczki najlepiej wyglądają jak pokręcą się same bez żadnej pomocy.

Samej metody Finger Coils chyba nikomu nie muszę przybliżać, a jeśli nie wiecie o co chodzi to skrótowo powiem wam, że chodzi o to że musimy podzielić włosy na cienkie pasemka, które należy na palcu wraz z odrobiną stylizatora skręcić w jedną stronę pasmo po paśmie i pozostawić włosy do wyschnięcia. Po wyschnięciu powinien nam się ładnie zdefiniować skręt.

Samego momentu skręcania włosów nie miał mi kto pomóc uwiecznić na zdjęciach, ale reszta efektu od mokrych aż po suche włosy jest :)

Samo skręcanie pasm jest bardzo pracochłonne w szczególności jeśli ma się długie włosy, i zajmuje sporo czasu, więc jeśli chcemy spróbować tej metody musimy mieć sporo wolnego czasu.

Zdjęcie nr 1 i 2  Zaraz po zakończeniu skręcania pasm




Zdjęcie nr 3,4,5 i 6  Włosy podeschnięte w około 70%






Będąc przy zdjęciu poniżej muszę dodać że podczas wysychania metoda ta bardzo wydłużyła mi najdłuższe pasma włosów, a krótsze partie poskręcały się z dłuższymi co sprawiło że miałam długi ogon i brak objętość i wszystko wyglądało trochę jak jakaś peruka barokowa :D. Na szczęście jak włosy wyschły to nabrały odrobinę objętości i ogony zrównały się z pozostałymi pasmami :) 





Pozostałe zdjęcia to już efekt końcowy, włosy całkowicie wyschnięte.









Z ogólnego efektu jestem zadowolona, skręt trzyma się nawet kilka dni bez poprawiania. Włosy są ładnie zdefiniowane, a moje już na drugi dzień zaczynają pogłębiać skręt i robią mi się wszędzie spiralki. Minus tej metody jest taki że trzeba poświęcić jej sporo czasu i niestety pozbawia włosy objętości :/ Myślę że jeszcze kiedyś spróbuję tej metody, jeśli nie na całych włosach to na bardziej opornych partiach włosów które akurat ułożyły się źle.
A jak u was sprawdza się ta metoda ? 

Dabur Herbal ziołowa pasta do zębów.

Już od bardzo dawna nasz rynek podbijają kosmetyki indyjskie firmy Dabur, najbardziej są znane oczywiście olejki do włosów typu Dabur Amla, Moją ulubioną jest oczywiście Dabur Amla Gold o której można poczytać tutaj


Idąc dalej pasta o opakowaniu pisać nie będę bo opakowanie jest jak każdej pasty, poniżej skład:


Pasta ma kolor ufoludkowo zielony :) pachnie miętowo, a w smaku jest niestety gorzkawa, bardzo mocno się pieni i wystarczy odrobinka żeby umyć zęby bardzo dokładnie. Jest to moje drugie opakowanie tej pasty. Pierwsze opakowanie kupiłam przez allegro za kilkanaście zł więc nie jakoś dużo tym bardziej że wystarcza ona na bardzo długo a to opakowanie zakupiłam w hinduskim sklepie. Swego czasu pomogła mi w walce z krwawiącymi i mocno zaczerwienionymi dziąsłami, a nawet z bólem zęba. Myślę że tajemniczy składnik tej pasty czyli drzewo Neem które ma działanie przeciwgrzybiczne, przeciwzapalne oraz antybakteryjne chociaż w składzie jest gdzieś dopiero w połowie miało w tym swój udział. Mogę ją polecić, smak nie jest idealny ale da się do niego przyzwyczaić :)


Jestem z pasty bardzo zadowolona. Chociaż smak ma trochę dziwny, to jak niewiele past jest bardzo pomocna w walce z problemami dziąseł. No i co ciekawe jako jedyna jak do tej pory niweluje w większym stopniu zapach zjedzonego czosnku lub cebuli :)

Wspominam o tym dlatego że tutaj możecie znaleźć link do przepisu na pyszny sosik czosnkowy na blogu który od  niedawna tworzymy razem z moim TŻ :)

Włosowy zgadżet z Aliexpress


Coraz więcej osób kupuje na Aliexpress, możemy znaleźć tam mnóstwo tanich chińskich produktów, ale nie tylko. Czasem możńa trafić na bardzo ciekawe rzeczy, lub jakieś gadżety.
Ja szukając jakichś włosowych gadżetów natrafiłam na bardzo przyjemny gadżet jakim jest masażer.
Kupiłam go za około 3 euro czyli jakieś kilkanaście złotych.
Masażer działa na zwykłe baterie. Występuje w kilku kolorach, oczywiście można znaleźć różnie wyglądające.
Mój służy mi podczas nakładania oleju na skórę głow.



 Masażer jest bardzo prosty w obsłudze wystarczy nacisnąć guziczek i gotowe, masażer delikatnie wibruje i możemy przystąpić do masażu. Wyposażony jest w sylikonowe końcówki, ząbki masujące, twarde ale nie na tyle by zrobić sobie nimi krzywdę. Wygodnie trzyma się go w ręce, mieści się w dłoni i jest bardzo lekki. Masaż wykonuję delikatnie przytrzymując go przy skórze i poruszając nim delikatnymi kolistymi ruchami. Nie zaczepia się o włosy i nie wyrywa ich, a masaż jest delikatny i bardzo przyjemny. A na głowie mam mnóstwo bejbików, może w końcu zaczną się zagęszczać :)
Na przesyłkę czekałam około 3 tygodni


 
Zdecydowanie jest to gadżet do polecenia :) 

Kolorówkowy zawrót głowy, czyli moje ulubione pomadki.

Baaaardzo dawno nie było nic kolorowego, w sumie raczej nie pojawiają się u mnie produkty do makijażu z prostego powodu... nie maluję się, a jeśli już to naprawdę rzadko. Na codzień jakoś nie widzę się w makijażu, zostawiam sobie tą przyjemność raczej na jakieś wyjścia. A jeśli już się maluję to bardzo delikatnie, i zazwyczaj jest to odrobina kredki i tusz do rzęs. Czasem mój "makijaż" to po prostu balsam do ust lub pomadka i o ile tusz do rzęs czy kredka raczej nie towarzyszą mi w torebce, to pomadek i różnego rodzaju balsamów do ust jest tam cała masa. W moich zasobach kosmetycznych nawet ciężko utrafić jakikolwiek podkład czy puder do twarzy  ( aktualnie nie mam ani jednego ) :D. Jakoś nie jestem fanką tych specyfików. Chociaż zastanawiam się nad zakupem jakiegoś chociaż kremu BB, czasem może być pomocny.

Przechodząc dalej, jeśli chodzi o balsamy do ust często sięgałam po Nivea ( o pomadkach Niva chociaż wszyscy je znają może będzie inny post :)  jak chyba większość ale, niektóre z nich pozostawiają dziwną warstwę na ustach taką lepką a wolę coś nawilżającego z efektem jakiegoś delikatnego olejku który się nie lepi do ust i którego nie mam ochoty zdrapać.
Pomadką która mi ostatnio bardzo podpasowała jest :

- pomadka Yves Rocher z olejkiem Makadamia na zdjęciu jeszcze ostatki wersji z limitowanej edycji Guatemala (śliczne opakowanie ) ale już w szufladzie czeka następna :)
* pięknie nawilża
* nie zostawia skórek
* daje delikatny połysk
* ma miękką konsystencję, łatwo rozsmarowuje i pachnie ciasteczkami


To teraz czas no kolorowe pomadki :) 
idziemy od lewej:
- matowa pomadka w kredce Golden Rose Matt Lipstick Crayon  nr 14 ( nude)
* kremowa konsystencja 
*nie wysusza ale też nie nawilża ja lubię pod nią nałożyć jeszcze balsam do ust ale wtedy trzyma się krócej
* trwałość średnia
* mnie ściera się dość równomiernie pozostawiając same kontury
* ma delikatny zapach wanilli
* krycie dobre
* efekt lekko satynowy 
* cena 12 zł

Moja aktualnie ulubiona matowa pomadka w płynie.

-Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick nr 19 
* dobre krycie 
* kremowa konsystencja 
* pachnie słodko waniliowo
* nie wysusza ust
* kissproof (długo schnie, jeśli nałożymy za dużo pozostawia delikatne ślady i może się rozmazać), i co ciekawe nie powinna zostawiać śladów, a jednak na moim kubeczku zawsze się pojawiają.
* ładnie równomiernie się ściera
* prosta aplikacja ( aplikator z gąbeczką )
* bardzo trwała, utrzymuje się do kilku godzin mimo jedzenia i picia, potrafi wytrzymać cały dzień
* efekt lekko satynowy
* cena 19 zł

- Golden Rose Matt Lipstick Crayon  nr 11Tak samo jak wyżęj przy nr 14 :) więc nie będę się powtarzać

Na koniec

- Ruge Edition Velvet Bourjois Matt Finish nr 10 ( chyba wszystkim doskonale znana, chyba rok temu był na nią szał :)
* delikatny codzienny róż, moim zdaniem dla każdego, sama nie jestem fanką róży i nie zawsze czuję się w nich dobrze ale ten jest bardzo sympatyczny
* nie wysusza ust
* pozostawia delikatna matową powłoczkę
* wygodny aplikator z gąbeczką
* trwały mimo jedzenia i picia wytrzymuje kilka godzin
* kolor zdecydowanie codzienny
* zapach delikatnie cukierkowy
* cena około 50 zł  ale na promocji rossmanna można kupić za połowę ceny czasem


                                                                           Od dołu:

                                          Ruge Edition Velvet Bourjois Matt Finish nr 10

                                          Golden Rose Matt Lipstick Crayon  nr 11
                                          Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick nr 19
                                          Golden Rose Matt Lipstick Crayon  nr 14

Ziaja Med


Dzisiaj szybki post o Szamponie Ziaja Med. Który to szampon niestety troszeczkę mnie rozczarował. Dlaczego? 
Jest to szampon który ma łagodzić świąd, kupiłam go w sklepie Ziaji gdzie Pani sprzedawczynii zapewniała mnie że przy łzs faktycznie się sprawdzi. No niestety nie poradził sobie jakoś idealnie. Faktycznie zaraz po myciu lekko uspokajał mój skalp, ale niestety to był efekt krótkotrwały, a skóra głowy szybko się do niego przyzwyczaiła i dość szybko przestał łagodzić a szkoda.

Myślę że dla ludzi bez problemu łzs zdecydowanie lepiej się sprawdzi. 
- ładnie pachnie miętą 
- dobrze się pieni
- bardzo dobrze oczyszcza ( typowy zdzierak z sls) 
- cena 10 zł



No i jeszcze zdjęcie składu:


Myślę że jeśli nie macie problemu z łzs to ten szampon zadziała u was zdecydowanie lepiej :) 
No i zapraszam na Instagrama :) 
Follow my blog with Bloglovin

Kręcona różnorodność. Zdjeciowo.


Dzisiaj zamiast gadania ( pisania ;) będzie post zdjęciowy 
A dla przypomnienia tutaj link do mojej mwh gdyby ktoś był zainteresowany :http://lavaniaviola.blogspot.ie/2014/03/moje-wosy-i-ich-historia.html

A poniżej możecie zobaczyć jak to z tymi kręciolkami jest, jak potrafią się poskrecaj a czasem rozprostowac, taki urok kręciolkow, co ciekawe mimo dużej wilgotności powietrza w irlandii puch zdarza mi się sporadycznie, Cantu Custard zdecydowanie je ujarzmia i trzyma :) 






A poniżej jeszcze mokre spiralki, jak wyschna były jeszcze bardziej skręcone aż żałuję że nie miałam czym zdjęcia zrobić :/ 


Nigdy całkiem prostych włosów nie miałam, odziedziczylam kręciolki po babci, dziadku oraz mamie ciesze się z tego :) Jestem z nich zadowolona bo mimo długości nadal mam ładny skręt z czego ogromnie się ciesze :) 

Ostatnio brakuje mi pomysłu na posty, jak macie jakieś pomysły bądź pytania to zapraszam, z miłą chęcią napisze o czymś co was interesuje;)

PRZYPOMINAM :
- szukajcie mnie na Instagram 
- na blogu jest zakładka "włosy moich czytelników" wiec serdecznie zapraszam do chwalenia się swoimi klaczkami kochani :)

Follow my blog with Bloglovin

Odrobina orientu od Isany oraz niespodzianka.


Marka Isana znana jest chyba wszystkim wiec nie muszę jej przedstawiac. Ja osobiście bardzo ja lubię i uważam że ma wiele ciekawych propozycji. W okolicach maja wypatrzylam w Rossmannie to cudo, nie wiem czy jest to produkt sezonowy ale mam nadzieje ze nie. Ja posiadam żel pod prysznic Oriental Spirit z kardamonem a z tego co widziałam była jeszcze wersja słodsza w zapachu Indian Passion z ekstraktem z tankowca, miałam kupić je obie ale tamta na pierwsze powąchanie jakoś mnie nie skusila, ale myślę że następnym razem wezmę je obie :) 
  


Jak wiecie jestem zapachowcem i często o tym wspominam, dla mnie kosmetyk musi nie tylko działać ale i ładnie pchniec żebym chciała po niego sięgać. Ten to typowy sls-owy żel pod prysznic o pięknym słodkawym zapachu z nutą orientu który zdecydowanie umila kąpiele.
* myje czyli spełnia swoje zadanie ;) 
* nie przesusza skóry 
* zapach mógłby utrzymywać się dłużej 
* z opakowania można łatwo wydobyć produkt do końca 
* delikatnie się pieni
* zapach ładny, słodkawy,idealny na jesienne i zimowe wieczory 
Ja jestem na tak :) 

.

A poniżej kilka nowostek biały cieply, misiakowy szlafroczek kupiony w lidlu ( chciałam czerwony bo to mój ulubiony kolor ale nie było, ale jeszcze gdzieś taki wynajdę ;p ) żel do włosów Cantu o którym już pisałam w poprzednim poście, serum do twarzy Argan Oil, Gumeczki invisibobble  ( o nich też było), olejek Amla Cooling oraz... tak, tak, dobrze widzicie i ja skusilam się na juz bardzo znane Body Boom, moja wersja to wersja truskawkowa 30 g za niecałe  3 euro.


Do następnego postu :) 
P.S. Zapomniałabym o niespodziance, klikając w poniższy link możecie posłuchać jednego z utworów w których i ja biorę udział:) 
Jest to Cover nagrywany i śpiewany przez mojego chłopaka, gitara - nasz kolega, głosy w tle - mój brat no i skrzypce -ja .

https://m.youtube.com/watch?v=g3wPuOii9yw&feature=youtu.be

Oraz zapraszam na Instagram  szukajcie mnie jako : lavaniaviola 

To tak żeby się lepiej czytało ;)