anty frizz,

Październikowy prezent z UK :)

grudnia 28, 2015 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 4 Comments

Znowu będzie włosowo, ale postaram się żeby kolejne posty były o innej tematyce :)
Nie miałam kiedy złożyć Wam życzeń na Święta, tak więc chciałam złożyć wszystkim Najlepsze życzenia na zbliżąjący się Nowy Rok ! Życzę  wam żeby ten nowy był lepszy niż stary i żeby udało się zrealizować wszystkie plany.:)

Przechodząc już do tematu, chciałam się pochwalić dwoma cudaczkami które dostałam jako prezent z UK od znajomej. Jak się okazuje pojawiły się już w hebe,  ale z taką wersją jeszcze się nie spotkałam.
Oba produkty mają podobne działanie. Krem do loków przeciw puszeniu oraz spray również o podobnym działaniu, trochę bardziej utrwalający i można go stosować również na suche włosy np do reanimacji, ale mnie szczerze ciężko używa się go w roli sprayu (jeszcze nie nauczyłam się chyba obsługi :P) a reanimacja jak wiecie u mnie się nie sprawdza wcale, więc oba produkty stosowałam na włosy mokre.

O opakowaniach nie będę się rozpisywać napisze krótko, solidnie wykonane nic się z nich nie wylewa, jak do tej pory nic mi się nie połamało, produkt łatwo z nich wydostać a szata graficzna kusi do zakupu. Mnie opakowania bardzo się podobają i są dość wygodne.



Produkty są przyjemne, konsystencja kremu/odżywki, pachną tak typowo jak kremy do włosów nie jakoś mocno. Na moich włosach dobrze się sprawdziły, a przede wszystkim krem. Niestety trzeba się nauczyć ich używać i wielu osobom mogą nie podpasować. Dla wielu osób może być problemem parafina zaraz na drugim miejscu w składnie. Powiedziałabym że to takie typowo obciążacze, oblepiacze. Ale plusem jest fakt że znajdują się tu również naturalne olejki gdzieś w połowie składu.



Moje włosy lubią parafinę w szczególności w olejku Amla Gold klik , ładnie się skręcają. W przypadku kremu niestety nie było spektakularnego podbicia skrętu, wręcz lekkie rozluźnienie, ale faktycznie włosy się nie puszą. Zimą wystarczy mi to że się nie puszą bo zazwyczaj noszę włosy spięte, bo przeszkadzają przy szalikach, płaszczach itp. Krem sprawdza się bardzo przyjemnie po basenie, zabezpiecza na basenie no i zapobiega puszeniu. Polecam nakładanie na włosy ociekające jeszcze wodą dzięki temu unikniemy obciążenia. Ja mogę na takie ociekające włosy nałożyć sporo kosmetyku, ale polecam jednak wielkość orzecha laskowego, to w zupełności wystarczy.



Jestem zadowolona z produktów, sprayu muszę się jeszcze dokładnie nauczyć stosować ponieważ spryskiwanie nie jest zbyt wygodne bo niestety więcej produktu ląduje na podłodze jak na włosach, najlepiej sprawdza się spryskanie dłoni i nałożenie na włosy produktu.

Zapomniałabym jeszcze o jednej rzeczy. Te specyfiki to jedyne takie po których nawet mogę w ciągu dnia przeczesać włosy palcami, i zachowują swój kształt.

4 komentarze:

Alterra granat i aloes,

Alterra Granat i Aloes.

grudnia 03, 2015 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 16 Comments

Odżywka Alterry z aloesem i granatem była jedną z pierwszych odżywek jakie zaczęłam stsować przechodząc na świadomą pielęgnację z kosmetykami naturalnymi. Można ją dostać w Rossmannie za około 10 zł, ale często bywa w rossmanowych promocjach.

 

Tą właśnie odżywkę poleciły mi dziewczyny na wizażu na zakręconym forum :). Jak wielokrotnie wam pisałam moje włosy lubią chyba wszystko i ciężko jest sprawić żeby coś im ewidentnie nie podpaswało, więc nie mam  problemu z większością kosmetyków nowych, testowanych itd.
Odżywka jest zamknięta w plastikowym opakowaniu zamykanym na "klik" z którego wygodnie się wydobywa produkt, ale niestety z końcówką trzeba się męczyć troszkę, ale dla chcącego nic trudnego. Opakowanie solidne, trwałe, ładna szata graficzna.
Zapach hmm... nie do końca mój taki słodko-kwaśny, ale po kilku użyciach idzie się przyzwyczaić.
Konsystencja gęsta, kolor biały.
Z powodzeniem myłam nią włosy.



Opakowań tego produktu zużyłam już kilka i za każdym razem tak samo byłam z niej zadowolona. Początkowo kiedy dopiero zagłębiałam się w pielęgnację włosów kręconych używałam tej odżywki jako odżywka d/s takie właśnie jest jej przeznaczenie. Działała wtedy bardzo dobrze włosy były nawilżone, błyszczące i lepiej się rozczesywały. Potem nadal stosowałam ją jako odżywkę d/s, następnie dawałam odrobinkę jako odżywkę b/s i żel lniany robiony w domu, efekt: włosy nawilżone, błyszczące, skręt podkreślony.



Było mi za mało, więc wypróbowałam ją również do mycia włosów. I szczerze myślałam że w końcu z nią wygram i nie zadziała ( chciałam się jej pozbyć bo zapach trochę mnie już drażnił).
Umyłam więc włosy odżywką, skalp szamponem, nałożyłam odżywkę Alterra na parę minut i rozczesałam włosy, zmyłam odżywkę, osuszyłam włosy, nałożyłam odrobinkę Alterry jako b/s i żel lniany i czekałam aż wyschną.


Wyobraźcie sobie że ten zabieg był strzałem w 10 ! Włosy nawilżone, miękkie, błyszczące, skręt podbity, a końcówki szalały pięknym skrętem z miłości do niej. Chcąc pozbyć się odżywki i wykorzystując ją w nadmiarze okazało się że jest ona kosmetykiem idealnym. Ile razy bym jej nie użyła tyle razy jestem z niej zadowolona. Lubię jednak eksperymentować z kosmetykami więc kupuję i testuję nowości, ale ta odżywka ciągle stoi na kosmetycznej półce i kiedy nie mam sił ani ochoty  na zabawę z moimi włosami wybieram Alterkę i wiem że zawsze będzie ok :)

Poniżej jeszcze opis producenta i skład:


Nie myślałam że kupując pierwsze produkty, które miały mi pomóc w rozpoczęciu świadomej pielęgnacji odnajdę od razu coś co tak dobrze się u mnie sprawdzi. Jestem z niej bardzo zadowolona i polecam wypróbować jeśli ktoś jej jeszcze nie miał ( mimo że już wszędzie się o niej trąbiło :p).
Uwaga! Włosy z tendencją do puszenia mogą nie polubić się z aloesem, moje się puszą ale aloes lubią :)

16 komentarze:

akcesoria do włosów,

Przypadkowy, ale czy trafiony zakup?

listopada 25, 2015 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 5 Comments

Początkiem zeszłego miesiąca byłam w odwiedziny u mojej babci, mojej rodzinnej miejscowości. Byłam tam kilka dni toteż chciałam umyć włosy, to raczej nie dziwne :P. Szukałam w domu grzebienia, no i przeszukałam wszystko a grzebień jak zniknął, to bezpowrotnie. Stwierdziłam więc że przydałby mi się tam jakiś najlepiej drewniany grzebień z szeroko rozstawionymi zębami. Bywam tam dość często więc zostawiłabym go tam żeby nie wozić ze sobą. Tym bardziej że tam gdzie teraz mieszkam mam TT z biedronki którego aktualnie używam. Dla mnie takie ciągłe wożenie czesadła do babci jest męczące bo zawsze zaponę go albo zabrać do babci, albo kiedy jadę do domu:P. Pamięć to ja mam dobrą, ale krótką :P.

Tak więc wybrałam się na poszukiwanie grzebienia. Odwiedziłam drogerie i małe markety, no i oczywiście jak na złość ani grzebienia ani jakiejś szczotki która by moje kłaczki rozczesała. W końcu weszłam do ostatniej już małej osiedlowej drogeryjki, pamiętałam że tam zawsze coś mają, no a grzebienie to zawsze były. A Pan w drogerii mówi mi że będą w piątek (była sobota ) myślę sobie no to chyba będę musiała godzinę palcami rozczesywać, a tu nagle pan wyciąga szczotkę. Mówi "Grzebienia nie mam, ale dziewczyny z falowanymi włosami kupują o taką, z naturalnym włosiem". Czy ja mam falowane włosy!? Ja mam kręcone i pytam się Pana jak ja niby bym miała rozczesać tym kłaczki skoro grzebień czy szczotka mają czasem problem a ja czeszę włosy tylko na mokro. Sprzedawca powiedział do mnie : " Niech mi Pani zaufa, jeszcze przyjdzie Pani po następną". Ponieważ nadzieje na jakikolwiek grzebień z szeroko rozstawionymi zębami się skończyły bo już zamykali sklepiki, stwierdziłam że z braku laku kupię i to, jak będzie zła to babcia dostanie w prezencie.


Kupiłam, wróciłam i pierwsze co zrobiłam to zabrałam się za czesanie na sucho włosów mojej babci i mamy :p ( Babcia ma falki, czasem loczki wręcz, ale zawsze obcina na krotko więc nie widać tak skrętu, mama ma za to suchy lok o którego praktycznie nie dba, chociaż i tak ostatnio używa odżywki, i rozczesuje je na sucho). Na sucho faktycznie czesało się dobrze, nie wyrywała włosów nie ciągnęła, i z powodzeniem można było czesać od nasady aż po końce.
No tak a na mokro ? Moje kręcone ? Wiecznie poplątane?
Pierwsza próba była na naolejowanych włosach. Naolejowałam olejkiem Amla Gold i zaczęłam rozczesywać. Szok! wszystko bez problemu rozczesane, bez wyrywania, bez ciągnięcia i kołtunów nie ma.
Druga proba na mokro po myciu z odżywką. Stwierdziłam że o ile z olejem poszło gładko to z odżywką i wodą nie będzie tak dobrze i tu znowu szok ! Udało się bez problemu, bez wyrywania, bez ciągnięcia i kołtunów.
Była testowana i testowana i ostatnio nadarzyła się okazja żeby przetestować ją po basenie i wodach termalnych. Myślałam że tutaj już nie podoła, włosy miałam baaardzo splątane bardziej sie chyba już nie da, a ona znowu mnie zaskoczyła i znowu rozczesała mi wszystko bardzo lekko, ale dokładnie.

Sprzedawca w sklepie miał rację, wróciłam po kolejne szczotki, dla babci, mamy i przyjaciółki  :)
A teraz kilka słów o samej szczotce.
Szczotka z plastikową rączką, ale dość solidną, jest wygodna mimo że przyzwyczaiłam się do TT z biedronki to i ta szczotka jest dla mnie wygodna, Jest to szczotka z naturalnego włosia firmy Top Choice, włosie jest twardawe dzięki czemu dobrze rozczesuje włosy, ale dla fanek szczotek masujących skalp się nie nada. Ona sunie po włosach a nie skórze głowy. Kupiłam ją za 15 zł
i kupiłabym ponownie:)
Nigdy nie miałam w zamiarze kupować szczotki z naturalnego włosia ponieważ nie wierzyłam że poradzi sobie z kręconymi. Kupiłam ją przypadkiem i dalej nie wierzyłam że się nada, ale okazało się że świetnie sobie radzi nawet z mocno kręconymi, oraz splątanymi włosami. Po raz pierwszy szczotka nie wyrwała mi ani jednego włosa, no i w dodatku co ważne nie rozluźnia skrętu ! :) 



Polecam wypróbować, nie jest droga a skuteczna i przyjemna w użyciu. A poniżej kolejny zakup ale ten był planowany od roku :P. Ręcznik z microfibry i turban z tego samego materiału. Oba bardzo dobrze wchłaniają wodę. Idealne w podróż ale o nich może zrobię osobny post, jeszcze są w fazie testów ale już wiem że był to świetny zakup.


To miał być krótki post, nie wiedziałam że tyle mogę pisać o szczotce :P.

5 komentarze:

kolorowe kredy do włosów,

Odrobina wariacji na moich włosach.

listopada 11, 2015 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 10 Comments

Ostatnio w ogóle nie pisałam o włosach, a na blogu pojawiały się raczej kosmetyczne recenzje. Zdjęcie kłaczków ostatnio zagościło na blogu nawet nie pamiętam kiedy. Moje włosy przez ostatni chyba rok wcale nie było jakoś szczególne traktowane. Nie miałam dla nich czasu, podcinałam jedynie troszeczkę końcówki, fryzjera powinnam odwiedzić już dawno w celu wycieniowania trochę kłaczków aby wróciły do swojego skrętu, ale nie miałam do tego głowy ani czasu. Kłaczki są już długie i ciężko je czasem okiełznać, cieniowanie mi bardzo pomaga bo pięknie podbija skręt i jest tak jak lubię burza loków na głowie. Jednak z braku czasu włosy ciągle są nie cieniowane i w sumie w tej chwili obserwuję co dzieje się z nimi przy takiej długości jaką mam. Nie ma mi niestety kto zrobić zdjęcia więc nie będzie ich dzisiaj  pełnej okazałości, może się w końcu doczekam że ktoś zrobi mi zdjęcie:P

Zdjęcia nie są dobrej jakości, robione telefonem. Dostałam aparat na urodziny więc teraz już staram się robić ładniejsze zdjęcia aparatem, ale jeszcze trzeba wykorzystać stare z telefonu.
W każdym razie poniżej zdjęcie moich kłaczków po dyfuzorze, nieolejowane długo i jakiś ogólny BHD włosiska rozwichrzone .


A teraz dla porównania włoski po olejowaniu też to nie był ich dobry dzień ze względu na pogodę i skręt już się trochę po nocy rozluźnił. Zdjęcie robione drugi dzień po myciu, wyobraźcie sobie ich skręt dzień wcześniej tak zdefiniowane i zrolowane jakbym perukę miała na głowie ( dlatego mówię cieniowanie i jeszcze raz cieniowanie bo inaczej kłaczki wyglądają sztucznie ). Znajomi myśleli że kręciłam je lokówką nie chcili wierzyć że to moje :P. No i jak widzicie niestety brak objętość co przy długich kłaczkach wkurza mnie niesamowicie. Szukam teraz sposobu na objętość.


A teraz z innej bajki, czyli o tym co próbowałam na moich włosach:) 

Jakieś 2 albo 3 miesiące temu udało mi się kupić w Biedronce dwie kredy do włosów. Strasznie mnie one zaciekawiły i chciałam wypróbować gadżet. Pamiętałam że kiedyś na moich włosach wszelkie lakiery koloryzujące itp nie sprawdzały się, włosy były sztywne i poklejone co wyglądało źle.

Kredy są bardzo leciutkie zachowują się jak zwykłe kredy do tablicy, i zaraz po aplikacji należy spryskać włosy lakierem żeby nie wybrudzić ubrać i utrwalić efekt. Na opakowaniu znajduje się obrazkowa instrukcja (niestety nie mam zdjęciaa :( ). Przed jej użyciem należy okryć ramiona jakimś starym ręcznikiem, ponieważ podczas aplikacji kreda bardzo się sypie. Aplikacja jest prosta, kredę przeciągamy pasemko po pasemku przytrzymując je lekko palcami aż do uzyskania pożądanego koloru. Przy krótkich włosach jednym opakowaniem można pokryć wszystkie kłaczki przy długich starczy na kilka pasemek. Ja jednak i tak chciałam tylko jakieś kolorowe pasemko od czasu do czasu. Kolorów jest do wyboru wiele od żóltego, zielonego, różowego po ciemny fiolet. Każdy może znaleźć coś dla siebie. Fajna opcja na karnawał :)


 Wyobraźcie sobie że fioletu jeszcze nie spróbowałam nie było okazji, ale jak się zdarzy jakaś impreza to i pasemko się pojawi. Kreda zmywa się bardzo dobrze, nie zostają żadne ślady.
 A oto i moje niebieskie pasemko :) (skręt wcześniej specjalnie rozluźniony palcami żeby lepiej się nakładało kredę


Chyba jak każda kobieta uwielbiam czasem coś zmienić w sobie, ja lubię zmieniać kolor włosów jak kameleon dlatego cieszy mnie że jest możliwość zafarbowania włosia tylko na kilka myć, bo jak mi się nie spodoba, albo znudzi to po prostu umyję włosy i wrócę do naturalnego koloru. Kiedyś używałam do tego celu szamponetek głownie w kolorze czerwieni, i farbowałam końcówki na wakacje, bo do szkoły nie było można. Jednak pigment z szamponetek nawet po wielu, wielu myciach nie wypłukiwał się do końca.
No i tutaj poczytałam, poczytałam i znalazłam hennę eld, na którą moje włosy reagują właśnie tak jak tego chcę. Czyli całkowicie wypłukują się z moich kłaczków.



A oto próbka koloru henny w kolorze chna. W kolejce czeka jeszcze śliwka, rubin i zastanawiam się nad brązem.
Zdjęcie robione po deszcze stąd i puszek.
Noszę się z zamiarem zafarbowania całych kłaczków na ten odcień, ale mój TŻ nie lubi rudego. Muszę go jakoś przekonać, albo zafarbować i postawić przed faktem dokonany :p Będzie szok i efekt Łał. Jeśli jednak to zrobię to pojawi się info na blogu a co :)


Właśnie zobaczyłam że cały post włosowy jest z ogólnym BHD co jest dziwne  bo moje włosiska baardzo rzadko takie dni miewają, a tu upolowałam takich dni kilka :P

Też lubicie zmieniać kolory włosów, albo tak eksperymentować z odcieniami, pasemkami itd ? Czy tylko ja taka dziwna jestem ?:P

10 komentarze:

lakier catrice,

Jesienni umilacze i pazurkowe love :)

listopada 08, 2015 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 8 Comments

Jesienią i nie tylko, uwielbiam kupować i palić świeczki, chyba większość tak ma. One robią taki nastrój a dodatkowo jak są zapachowe umilają czas zapachem. No i ciepło ognia w świeczce przeciwdziała depresji przynajmniej u mnie:p. Uwielbiam wszelkie kominki, olejki i woski zapachowe. Nie udało mi się jeszcze zakupić nic z hitów Yankee Candle ale chyba nie czuję takiej potrzeby, może jak kiedyś zobaczę stacjonarnie woski to się skuszę, ale świece uważam że są stanowczo za drogie. Może i są bardzo wydajne a zapachy mocne i trwałe, ale drogie , tym bardziej że ja takich świeczek musiałabym mieć conajmniej kilka, bo zapachy szybko zaczynają mi się nudzić, więc lubię je zmieniać często. Dlatego też uważam że można fajne świeczki znaleźć taniej i też cieszyć się przyjemnym zapachem i nastrojem.
Bardzo przyjemnymi umilaczami jesieni są świeczki bolsius które można kupić np Rossmannie, ale również w sklepach typu Auchan. Duże słoje kosztują okł 15zł małe 7zł. Palą się długo i zapach świecy zaczyna się roznosić po pokoju po okl 30 min od zapalenia. Zapachy nie są nachalne, pachną bardzo przyjemnie więc ich znienawidzić ja zakupiłam małą świecę o zapachu ciasteczek, jabłka z cynamonem oraz figi z sosną.
Wszystkie zapachy są bardzo przyjemne, zapach ciasteczek jest najdelikatniejszy ale jest faktycznie zapachem smakowitych ciasteczek :P Wszystkie zapachy są takie jak napisano na opakowaniu.








Świece zachwycają również kolorami.









Nie maluję często paznokci, ale jednak czasem jakiś lakier na nich gości. Jesienią stawiam na ciemne kolory, ale nie lubię mieć pomalowanych paznokci na jeden kolor więc zawsze coś próbuje wymyślić i dzisiaj padło na bordo i złoto. Kiedyś kupiłam takie złoto od wibo ale niestety gdzieś go posiałam już rok temu i do tej pory nie urosło żebym mogła je znaleźć. Na promocji w Naturze znalazłam za to złoto od Catrice i jak się okazało jest baaaaaardzi podobne do tego które kiedyś kupiłam z Wibo, więc cieszę się że go kupiłam, tym bardziej że jest to kolor który jak dla mnie pasuje o każdej porze roku cudo <3. Lakier nie odpryskuje tylko się ściera co mi się podoba bardzo bo nie widać ewentualnych ubytków.

Bordo :


No i złotko :

Na tygrysim futrzastym sweterku który otula mnie w chłodniejsze dni <3 uwielbiam takie rzeczy :)

A tak wyglądają na moich pazurkach ( nie jestem mistrzem malowania pazurków wiem ).






No i to by było dziś na tyle :)

8 komentarze:

Gliss Kur,

Gliss Kur Oil Nutritive - moje złoto.

października 31, 2015 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 16 Comments

Dawno temu to właśnie Gliss Kur pomagał mi odkrywać skręt moich włosów, pamiętam że kupowałam mgiełki do suchych włosów i jakieś kremy do loków, były bardzo przyjemne. W zeszłym roku przyjaciółka poleciła mi odżywkę z Gliss kur z olejkami nie kupowałam jej wtedy ponieważ miałam i tak całe szafy kosmetyków do włosów. W tym roku jeszcze przed wakacjami wpadł mi w łapki zestaw szampon+odżywka z Serii Oil Nutritive zsa 15 zł. Stweirdziłam że już mogę ją zakupić (chociaż to nowa wersja) bo niestety ale miałam mało czasu na pielęgnację, a potrzebowałam czegoś na puszenie włosów. Zaryzykowałam i kupiłam, pomyślałam że jak nie będzie dla mnie dobra to oddam babci.

Nie będę się rozpisywać o szamponie bo szampon jak szampon, myje, domywa oleje, włosy są po myciu lekko jakby wygładzone i blyszczące ale myje co jest najważniejsze. Do mycia jest jak najbardziej ok. Będzie zamieszczone zdjęcie składu. Ładnie pachnie owocami i dobrze się pieni.



Teraz czas na moje złotko. Odzywka jest zamknięta w plastikowej buteleczce z atomizerem do spryskiwania włosów. Przed użyciem należy ją rozmieszać gdyż składa się z dwóch warstw. Opakowanie solidne z ładną i dość kuszącą szatą graficzną no i te kuszące oleje i keratyna w opisie...
Mnie trafiło się opakowanie z wadliwą pokrywką która niestety co chwile wypadała, ale nawet w podróży się na szczęście nic nie wylało, a woziłam ją wszędzie, na wakacje, po wakacjach.

 Opis producenta i skład:
Siłą wyrwany z wizaża :P
Ekspresowa odżywka regeneracyjna Gliss Kur Oil Nutritive z 8 cennymi olejkami upiększającymi i kompleksem z płynną keratyną, do włosów podatnych na rozdwajanie. Natychmiast ułatwione rozczesywanie oraz do 95% mniej rozdwojonych końców*.
*w porównaniu do włosów przed pielęgnacją.
Sposób użycia: Przed użyciem wstrząsnąć! Spryskać wilgotne lub suche włosy. Nie spłukiwać.

Skład: Aqua, Cyclomethicone, Phenyl Trimethicone, Argania Spinosa Kernel Oil, Carthamus Tinctorius Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oli, Rosa Canina Fruit Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Panthenol, Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolized Keratin, Hydrolized Keratin, Dimethiconol, Cetyl PEG/PPG-10/1, Dimethicone, Polyquaternium-16, Lactic Acid, Cetrimonium Chloride, Parfum, Sodium Benzoate, Butylphenyl Methylopropional, Linalool, Alpha-Isomethyl Isonone, Coumarin, Citronellol, Cl 15985, Cl 19140, Cl 47005.



Odżywka ma skład bardzo bogaty w oleje i znajduje się tam tez keratyna. Spryskuję nią włosy zawsze po myciu i muszę przyznać że ogranicza ona bardzo puszenie moich włosów. Nawet podczas bardzo dużej wilgoci na zewnątrz włosy zostają utrzymane w ryzach. Często aplikuję ją również po myciu kiedy spinam włosy. Używam jej chyba od lipca, używam jej bardzo dużo, i często jest piekielnie wydajna , jeszcze mam pół opakowania. Pachnie bardzo słodko ale zapach na włosach nie utrzymuje się długo. Dla moich włosów nie jest za ciężka jest idealna :) Działanie jest cudowne i jestem w niej iście zakochana, używam jej przed basenem, po basenie po myciu przed spięciem  i jestem z niej bardzo zadowolona. Nawet używałam jej nad morzem i dzięki niej moje włosy po powrocie nie były bardzo zniszczone. Na prawdę pomaga o zabezpiecza włosy. Nie naprawi zniszczeń, ale na pewno je opóźni. Godna polecenia na 100 % ja się w niej zakochałam.


 Poniżej opis i skład szamponu  po powiększeniu zdjęcia będzie widać wszystko.


16 komentarze:

krem do rąk,

Avon Planet Spa maseczka do twarzy i krem do rąk.

października 16, 2015 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 6 Comments

Czasem w moje ręce wpada katalog z Avon, mają tak dużo produktów że powoli gubię się w stronach. Jednak zawsze był dział który lubiłam oglądać, i mowa tutaj o kosmetykach z serii Planet Spa. Niestety Avon już dawno zraził mnie ze względu na zbyt często wycofywanie kosmetyków. Teraz mam wrażenie że powoli wycofują zupełnie wszystko i wprowadzają nowe zapachy i kosmetyki. Pozostały jedynie dawne kultowe perfumy. Z przykrością muszę stwierdzić że niestety krem do rąk który wam przedstawię został wycofany ale można dorwać jeszcze coś podobnego pod nazwą odżywczy krem do rąk stóp i łokci, który mieści się w okrągłym słoiczku i bardzo podobnie pachnie do tego kremu. Jeżeli chodzi o maseczkę do twarzy to prawdę mówiąc nie wiem czy ona jeszcze jest, ale mam nadzieję że nie wycofali. A wiec zaczynamy :)


Odżywczy krem do rąk z masłem shea.
Zamknięty jest w plastikowym miękkim opakowaniu z plastikową nakrętką zamykaną na klik. Z opakowania bardzo łatwo wydostać produkt prawie do końca. Opakowanie jest bardzo solidne, i nigdy nic mi się z żadnym nie stało a miałam ich kilka. Nie lubiłam nigdy smarować rąk kremem ze względu na zapachy kremów które nigdy mi nie odpowiadały. Ten krem sprawił że z chęcią zaczęłam sięgać po kosmetyk do rąk nawet kilka razy dziennie, spodobał mi się jego zapach i działanie.

Kremik pachnie ładnie tak jakby orzeszkowo, jednak jeśli chodzi o zapach sądzę że nie każdemu może pasować i trzeba się do niego przyzwyczaić. Ładnie nawilża dłonie zarówno podczas lata jak i zimny. Jest naprawdę przyjemnym kosmetykiem. Moje dłonie często bywają bardzo suche, ale krem skutecznie eliminował suchość. Poniżej skład, trochę niestety mało widoczny i nie idealny ale przynajmniej dość wysoko faktycznie znajduje się w składzie masło shea. Cena w katalogu to jakieś 20 zł chyba a w promocji można było kupić za 6,90. Wydajność bardzo dobra.

 
Maseczka do twarzy India Intensity.
Prawdę mówiąc jakoś nigdy nie chciało mi się dbać o skórę twarzy, zwykle stosowałam jakieś mydło i trochę kremu albo olejek, no ale skoro na włosy nakładam maseczki to i skóra twarzy powinna coś dostać.
I tu skusiła mnie nazwa i cena promocyjna czyli jakieś 9,90 za maseczkę której cena katalogowa to jakieś 20 kilka zł. Jest to maseczka ujędrniająca.


Jeżeli chodzi o opakowanie to nie będę się powtarzać, wszystko jest takie samo jak w kremiku.
Zapach jest jakby delikatnie zbliżony do zapachu drzewa sandałowego, ale nie powiedziałabym jednak że to drzewo sandałowe no i jest o wiele delikatniejszy. Kolor maseczki jest lekko pomarańczoworóżowy. Przeczytałam gdzieś na jakimś blogu że po zmyciu jej z twarzy pozostają marchewkowe ślady, i jak to przeczytałam to zaczęłam się śmiać. Kolor jest bardzo delikatny i faktycznie jest widoczny na twarzy i wygląda jak pomarańczowa maska, ale szybko się wchłania kolor się utlenia a po zmyciu nie ma możliwości żeby pozostał na twarzy jakikolwiek kolor. Maseczka na prawdę bardzo dobrze i ładnie się zmywa, aplikacja jest równie prosta i szybka. Dziwi mnie więc że komuś mogła zostać na twarzy marchewka. Cera po użyciu maseczki jest taka świeża i ładnie napięta, a jednocześnie lekko nawilżona. Bardzo lubię ją stosować i robię to bardzo często. Wydajność bardzo dobra.
Poniżje skład.


 A tym właśnie pędzelkiem również z Planet spa nakładam wszystkie maseczki. Jest to silikonowy pędzelek za jakieś 12zł. Fajnie się sprawdza do maseczek.


Oba produkty bardzo polubiłam i pewnie jak większość produktów które polubiłam i mi pasują zostaną wycofane a szkoda.

6 komentarze:

Kosmetyki,

Moja walka z ŁZS, co mi pomaga a co się nie sprawdziło (spis).

października 02, 2015 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 4 Comments

Piękny dziś dzień za oknem, słonko przyjemnie grzeje więc i pisać się chce :) Dziś przedstawię wam moją walkę z ŁZS o którym bardzo często wspominam, znalazłam w końcu przynajmniej częściowy ratunek dla mojej skóry głowy.
W większości będą się pojawiały dzisiaj szampony i inne myjadła, ale nie tylko. Zapraszam więc do czytania.

Żeby było łatwiej rozpoznać co najbardziej pomogło, co się nie sprawdziło i co nie do końca się sprawdziło i mam do tego mieszane uczucia oznaczyłam nazwy kolorami.
Niebieski - mieszane uczucia/neutralne
Zielone- jestem na tak 
Czerwone- raczej nie 


Szampon przeciwłupieżowy z dziegieciem brzozowym i cynkiem od Green Pharmacy było o nim tutaj.
Powinien był on pomóc przynajmniej częściowo i to zrobił zmniejszał swędzenie, ale jak się okazuje są od niego lepsze szampony. Jeśli ktoś zaczyna walkę z ŁZS może wypróbować, ale przy mocniejszych objawach nie będzie w pełni satysfakcjonował.
No i zapach typowej wędzonki podczas mycia niestety może być męczący.



Ziołowe mydło Boniderm. jest ono przeznaczone dla osób z łuszczycą, ŁZS, trądzikiem, oraz dla alergików. Pokazywałam wam go tutaj i również tam pojawia się jego skład. Miała pojawić się recenzja ale się nie pojawiła ze względu na to że go i tak nie skończyłam bo nie robił nic.
Moja przygoda z nim była taka że:
- opakowanie od razu mi pękło i się nie zamykało
- zapachu żadnego
- konsystencja mocno rozcieńczonego ciągnącego się mydła (nic przyjemnego)
- plątał włosy
- nie pomagał ani trochę na ŁZS
Myślę że prędzej nadałby się dla osób z alergią niż z poważniejszymi problemami skórnymi.



Szampon Zdrój klik 
No i niestety zabawa nieudana. Nie pomógł.



Garnier Fructis Citrus Detox
Tutaj było już lepiej, złagodził swędzenie no jeszcze pięknie pachniał. Sprawdził się chociaż nie jest ideałem.



Szmpon przeciwłupieżowy Philip Martin's
Zauroczył mnie swoim zapachem, i zadowolił działaniem, byłam bardzo zadowolona z jego działania więc zakupiłam kolejne opakowania. Jego minusem była cena, ale przez swoje łagodzące działanie był warty swojej ceny. Niestety już nie mogę go dostać stacjonarnie, ponieważ zlikwidowali mi stoisko z tymi kosmetykami nad czym bardzo ubolewam :(. Pisałam o nim tutaj i jestem bardzo na tak, jeśli o niego chodzi.



Szampon przeciwłupieżowy Yves Rocher
Pisałam o nim kilka dni temu i wszystko w zasadzie znajduje się tutaj, więc nie będę się powtarzać. Nie jestem z niego do końca zadowolona, jesli chodzi o działanie lepiej sprawdzil się Garnier Citrus Detox.


Mydełko Savon D'Alep z olejkiem arganowym i glinką ghassoul.
Było o nim tutaj .
Jestem z niego zadowolona i lubię go stosować. Radzi sobie ze swędzeniem.

Mydełko Sesa, na swędzenie nie pomagało i na ŁZS nic nie zdziałało, dobre do mycia i zmywania olei.
Opinia


Mydełko Shikakai 
Pisałam tutaj o nim.
Byłam z niego bardzo zadowolona, pięknie mył no i praktycznie likwidował swędzenie no i zmniejszył wypadanie. Mydełek trochę ciężko się używa ale kupię go ponownie. Już kilka razy przymierzałam się do ponownego zakupu, ale chiałam spróbowac jakichś nowości.


Moje nowe odkrycie czyli Szampon z dziegciem i octopiroxem Paraderm plus.
Kupiłam go w zeszłym miesiącu i powoli zbliżam się do końca opakowania więc będę mogła napisać recenzję. Już teraz jednak mogę powiedzieć że jestem bardzo zadowolona z jego zakupu. Zmniejsza swędzenie mojej skóry na 2 gdzie inne działały przez jeden dzień. Ma jednak też minusy, zapach serka wędzonego który podczas wysychania włosów doprowadza mnie do szału i opakowanie z którego wylewa się za dużo produktu i nie można go zabrać w podróż, bo może się wylać.
Ale przynajmniej wiem co mi pomaga magiczny składnik octopirox.
Kupię go ponownie chociaż wolałabym żeby zmienili opakowanie...



Emulsja Zoxiderm 150
Nie było jeszcze recenzji, ale produkt faktycznie się sprawdził. Jak się okazuje ma również w składzie octopirox więc pewnie dlatego zadziałał. Łagodził swędzenie skóry głowy,nie pachniał i trochę ciężko rozsmarowywał się na skórze głowy. Jednak pomógł a to jest najważniejsze. Wolę jednak stosować maseczkę drożdżową Agafii która przynajmniej pięknie pachnie a działa praktycznie tak samo.


Marion detox hair lain 
Pisałam w ostatnim poście o tym produkcie i o tym jak jestem nim zachwycona. Na pewno kupię ponownie. Jakby pojawiło się pełnowymiarowe opakowanie to już stałoby na mojej półce.
Pomaga :)



Cerkogel 30
Smarowałam się nim kiedy głowa swędziala mnie tak strasznie że nie byłam w stanie przestać się drapać. Łagodziła swędzenie dosłownie na 5 min. Próbowałam się smarować nim również kiedy miałam lepsze dni i skóra głowy aż tak nie swędziała, ale i wtedy efekt był krótkotrwały. Nosiłam go w torebce i stosowałam kiedy tylko coś zaswędziało, żeby się nie zacząć drapać. Wtedy raz pomógł a raz nie. Nie zrobiłam jego recenzji bo nie wiedziałam co o nim napisać, mam mieszane uczucia co do niego.



Maska drożdżowa Babuszki Agafii
Byłam i jestem nią zachwycona, wracam do niej cały czas i jeszcze mnie nie zawiodła. Cudownie koi mój skalp, pięknie pachnie i łatwo rozsmarowuje się na skórze. Poleciłabym każdemu kto ma jakiekolwiek swędzące problemy ze skórą głowy. Dodatkowo zmniejsza wypadanie :)


Naturalny olejek lawendowy.
Wygrałam go w rozdaniu u Bijum, jeszcze o nim napiszę. Stosowałam go głownie jako środek przeciwko komarom bo tak też poradziła mi Bijum i tutaj sprawdził się super, ma bardzo mocny zapach :)
Olejek lawendowy ma działanie rozgrzewające, pomaga łagodzić  podrażnienia, przyspiesza w gojeniu się ran i drobnych niespodzianek. Postanowiłam domieszać kilka kropel do maski drożdżowej i wypróbowac na skórę głowy. Olejek rozgrzewał i łagodził bardzo swędzenie, a jednocześnie poprawiał krążenie i działał przeciwko wypadaniu.


 Olejek łopianowy z uczepem trójlistnym
klik .

Nie jestem z niego zadowolona jeśli chodzi o dzialanie na skórę głowy, niestety nie pomógł a szkoda.


Mumio
Miałam dawno temu zrobić recenzje o nim, ale prawdę mówiąc nie wiedziałabym co o nim napisać. Nie sprawdził się zupełnie. Zrobiłam z niego wcierkę do włosów i przez miesiąc męczyłam się jego okropnie śmierdzącym zapachem, nie chcę sobie nawet go przypominać. Czarna ciągnąca się i śmierdząca maź. Nie pomogła jedynie męczyła zapachem. Skóra głowy swędziała dalej tak jak i przed kuracją z mumio.



Błoto z Morza Martwego
Dodaję go do maseczki na włosy z reguły do drożdżowej Agafii, czasem również dokapuję olejku lawendowego. Nakładam na skórę głowy masuję i pozostawiam na 15 min. Zmywam i ciesze się dobrze oczyszczoną skórą, dłuższą świeżością włosów i mniejszym swędzeniem. Trzeba jednak dobrze spłukać żeby nie zostały na włosach drobinki blotka które nie do końca ładnie wyglądają (przy ciemnych włosach za bardzo nie widać), ale za to zachowują się jak suchy szampon. Jeszcze recenzji nie było ale będzie :)



Spis wyszedł trochę długawy i zajął mi sporo czasu, ale może dzięki temu spisowi pomogę innym w odnalezieniu sprzymierzeńców w walce z  ŁZS. Mam nadzieje że produkty które przedstawaiłam pomogą innym tak jak mnie :)

4 komentarze: