akcesoria do włosów,

Przypadkowy, ale czy trafiony zakup?

listopada 25, 2015 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 5 Comments

Początkiem zeszłego miesiąca byłam w odwiedziny u mojej babci, mojej rodzinnej miejscowości. Byłam tam kilka dni toteż chciałam umyć włosy, to raczej nie dziwne :P. Szukałam w domu grzebienia, no i przeszukałam wszystko a grzebień jak zniknął, to bezpowrotnie. Stwierdziłam więc że przydałby mi się tam jakiś najlepiej drewniany grzebień z szeroko rozstawionymi zębami. Bywam tam dość często więc zostawiłabym go tam żeby nie wozić ze sobą. Tym bardziej że tam gdzie teraz mieszkam mam TT z biedronki którego aktualnie używam. Dla mnie takie ciągłe wożenie czesadła do babci jest męczące bo zawsze zaponę go albo zabrać do babci, albo kiedy jadę do domu:P. Pamięć to ja mam dobrą, ale krótką :P.

Tak więc wybrałam się na poszukiwanie grzebienia. Odwiedziłam drogerie i małe markety, no i oczywiście jak na złość ani grzebienia ani jakiejś szczotki która by moje kłaczki rozczesała. W końcu weszłam do ostatniej już małej osiedlowej drogeryjki, pamiętałam że tam zawsze coś mają, no a grzebienie to zawsze były. A Pan w drogerii mówi mi że będą w piątek (była sobota ) myślę sobie no to chyba będę musiała godzinę palcami rozczesywać, a tu nagle pan wyciąga szczotkę. Mówi "Grzebienia nie mam, ale dziewczyny z falowanymi włosami kupują o taką, z naturalnym włosiem". Czy ja mam falowane włosy!? Ja mam kręcone i pytam się Pana jak ja niby bym miała rozczesać tym kłaczki skoro grzebień czy szczotka mają czasem problem a ja czeszę włosy tylko na mokro. Sprzedawca powiedział do mnie : " Niech mi Pani zaufa, jeszcze przyjdzie Pani po następną". Ponieważ nadzieje na jakikolwiek grzebień z szeroko rozstawionymi zębami się skończyły bo już zamykali sklepiki, stwierdziłam że z braku laku kupię i to, jak będzie zła to babcia dostanie w prezencie.


Kupiłam, wróciłam i pierwsze co zrobiłam to zabrałam się za czesanie na sucho włosów mojej babci i mamy :p ( Babcia ma falki, czasem loczki wręcz, ale zawsze obcina na krotko więc nie widać tak skrętu, mama ma za to suchy lok o którego praktycznie nie dba, chociaż i tak ostatnio używa odżywki, i rozczesuje je na sucho). Na sucho faktycznie czesało się dobrze, nie wyrywała włosów nie ciągnęła, i z powodzeniem można było czesać od nasady aż po końce.
No tak a na mokro ? Moje kręcone ? Wiecznie poplątane?
Pierwsza próba była na naolejowanych włosach. Naolejowałam olejkiem Amla Gold i zaczęłam rozczesywać. Szok! wszystko bez problemu rozczesane, bez wyrywania, bez ciągnięcia i kołtunów nie ma.
Druga proba na mokro po myciu z odżywką. Stwierdziłam że o ile z olejem poszło gładko to z odżywką i wodą nie będzie tak dobrze i tu znowu szok ! Udało się bez problemu, bez wyrywania, bez ciągnięcia i kołtunów.
Była testowana i testowana i ostatnio nadarzyła się okazja żeby przetestować ją po basenie i wodach termalnych. Myślałam że tutaj już nie podoła, włosy miałam baaardzo splątane bardziej sie chyba już nie da, a ona znowu mnie zaskoczyła i znowu rozczesała mi wszystko bardzo lekko, ale dokładnie.

Sprzedawca w sklepie miał rację, wróciłam po kolejne szczotki, dla babci, mamy i przyjaciółki  :)
A teraz kilka słów o samej szczotce.
Szczotka z plastikową rączką, ale dość solidną, jest wygodna mimo że przyzwyczaiłam się do TT z biedronki to i ta szczotka jest dla mnie wygodna, Jest to szczotka z naturalnego włosia firmy Top Choice, włosie jest twardawe dzięki czemu dobrze rozczesuje włosy, ale dla fanek szczotek masujących skalp się nie nada. Ona sunie po włosach a nie skórze głowy. Kupiłam ją za 15 zł
i kupiłabym ponownie:)
Nigdy nie miałam w zamiarze kupować szczotki z naturalnego włosia ponieważ nie wierzyłam że poradzi sobie z kręconymi. Kupiłam ją przypadkiem i dalej nie wierzyłam że się nada, ale okazało się że świetnie sobie radzi nawet z mocno kręconymi, oraz splątanymi włosami. Po raz pierwszy szczotka nie wyrwała mi ani jednego włosa, no i w dodatku co ważne nie rozluźnia skrętu ! :) 



Polecam wypróbować, nie jest droga a skuteczna i przyjemna w użyciu. A poniżej kolejny zakup ale ten był planowany od roku :P. Ręcznik z microfibry i turban z tego samego materiału. Oba bardzo dobrze wchłaniają wodę. Idealne w podróż ale o nich może zrobię osobny post, jeszcze są w fazie testów ale już wiem że był to świetny zakup.


To miał być krótki post, nie wiedziałam że tyle mogę pisać o szczotce :P.

5 komentarze:

kolorowe kredy do włosów,

Odrobina wariacji na moich włosach.

listopada 11, 2015 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 10 Comments

Ostatnio w ogóle nie pisałam o włosach, a na blogu pojawiały się raczej kosmetyczne recenzje. Zdjęcie kłaczków ostatnio zagościło na blogu nawet nie pamiętam kiedy. Moje włosy przez ostatni chyba rok wcale nie było jakoś szczególne traktowane. Nie miałam dla nich czasu, podcinałam jedynie troszeczkę końcówki, fryzjera powinnam odwiedzić już dawno w celu wycieniowania trochę kłaczków aby wróciły do swojego skrętu, ale nie miałam do tego głowy ani czasu. Kłaczki są już długie i ciężko je czasem okiełznać, cieniowanie mi bardzo pomaga bo pięknie podbija skręt i jest tak jak lubię burza loków na głowie. Jednak z braku czasu włosy ciągle są nie cieniowane i w sumie w tej chwili obserwuję co dzieje się z nimi przy takiej długości jaką mam. Nie ma mi niestety kto zrobić zdjęcia więc nie będzie ich dzisiaj  pełnej okazałości, może się w końcu doczekam że ktoś zrobi mi zdjęcie:P

Zdjęcia nie są dobrej jakości, robione telefonem. Dostałam aparat na urodziny więc teraz już staram się robić ładniejsze zdjęcia aparatem, ale jeszcze trzeba wykorzystać stare z telefonu.
W każdym razie poniżej zdjęcie moich kłaczków po dyfuzorze, nieolejowane długo i jakiś ogólny BHD włosiska rozwichrzone .


A teraz dla porównania włoski po olejowaniu też to nie był ich dobry dzień ze względu na pogodę i skręt już się trochę po nocy rozluźnił. Zdjęcie robione drugi dzień po myciu, wyobraźcie sobie ich skręt dzień wcześniej tak zdefiniowane i zrolowane jakbym perukę miała na głowie ( dlatego mówię cieniowanie i jeszcze raz cieniowanie bo inaczej kłaczki wyglądają sztucznie ). Znajomi myśleli że kręciłam je lokówką nie chcili wierzyć że to moje :P. No i jak widzicie niestety brak objętość co przy długich kłaczkach wkurza mnie niesamowicie. Szukam teraz sposobu na objętość.


A teraz z innej bajki, czyli o tym co próbowałam na moich włosach:) 

Jakieś 2 albo 3 miesiące temu udało mi się kupić w Biedronce dwie kredy do włosów. Strasznie mnie one zaciekawiły i chciałam wypróbować gadżet. Pamiętałam że kiedyś na moich włosach wszelkie lakiery koloryzujące itp nie sprawdzały się, włosy były sztywne i poklejone co wyglądało źle.

Kredy są bardzo leciutkie zachowują się jak zwykłe kredy do tablicy, i zaraz po aplikacji należy spryskać włosy lakierem żeby nie wybrudzić ubrać i utrwalić efekt. Na opakowaniu znajduje się obrazkowa instrukcja (niestety nie mam zdjęciaa :( ). Przed jej użyciem należy okryć ramiona jakimś starym ręcznikiem, ponieważ podczas aplikacji kreda bardzo się sypie. Aplikacja jest prosta, kredę przeciągamy pasemko po pasemku przytrzymując je lekko palcami aż do uzyskania pożądanego koloru. Przy krótkich włosach jednym opakowaniem można pokryć wszystkie kłaczki przy długich starczy na kilka pasemek. Ja jednak i tak chciałam tylko jakieś kolorowe pasemko od czasu do czasu. Kolorów jest do wyboru wiele od żóltego, zielonego, różowego po ciemny fiolet. Każdy może znaleźć coś dla siebie. Fajna opcja na karnawał :)


 Wyobraźcie sobie że fioletu jeszcze nie spróbowałam nie było okazji, ale jak się zdarzy jakaś impreza to i pasemko się pojawi. Kreda zmywa się bardzo dobrze, nie zostają żadne ślady.
 A oto i moje niebieskie pasemko :) (skręt wcześniej specjalnie rozluźniony palcami żeby lepiej się nakładało kredę


Chyba jak każda kobieta uwielbiam czasem coś zmienić w sobie, ja lubię zmieniać kolor włosów jak kameleon dlatego cieszy mnie że jest możliwość zafarbowania włosia tylko na kilka myć, bo jak mi się nie spodoba, albo znudzi to po prostu umyję włosy i wrócę do naturalnego koloru. Kiedyś używałam do tego celu szamponetek głownie w kolorze czerwieni, i farbowałam końcówki na wakacje, bo do szkoły nie było można. Jednak pigment z szamponetek nawet po wielu, wielu myciach nie wypłukiwał się do końca.
No i tutaj poczytałam, poczytałam i znalazłam hennę eld, na którą moje włosy reagują właśnie tak jak tego chcę. Czyli całkowicie wypłukują się z moich kłaczków.



A oto próbka koloru henny w kolorze chna. W kolejce czeka jeszcze śliwka, rubin i zastanawiam się nad brązem.
Zdjęcie robione po deszcze stąd i puszek.
Noszę się z zamiarem zafarbowania całych kłaczków na ten odcień, ale mój TŻ nie lubi rudego. Muszę go jakoś przekonać, albo zafarbować i postawić przed faktem dokonany :p Będzie szok i efekt Łał. Jeśli jednak to zrobię to pojawi się info na blogu a co :)


Właśnie zobaczyłam że cały post włosowy jest z ogólnym BHD co jest dziwne  bo moje włosiska baardzo rzadko takie dni miewają, a tu upolowałam takich dni kilka :P

Też lubicie zmieniać kolory włosów, albo tak eksperymentować z odcieniami, pasemkami itd ? Czy tylko ja taka dziwna jestem ?:P

10 komentarze:

lakier catrice,

Jesienni umilacze i pazurkowe love :)

listopada 08, 2015 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 8 Comments

Jesienią i nie tylko, uwielbiam kupować i palić świeczki, chyba większość tak ma. One robią taki nastrój a dodatkowo jak są zapachowe umilają czas zapachem. No i ciepło ognia w świeczce przeciwdziała depresji przynajmniej u mnie:p. Uwielbiam wszelkie kominki, olejki i woski zapachowe. Nie udało mi się jeszcze zakupić nic z hitów Yankee Candle ale chyba nie czuję takiej potrzeby, może jak kiedyś zobaczę stacjonarnie woski to się skuszę, ale świece uważam że są stanowczo za drogie. Może i są bardzo wydajne a zapachy mocne i trwałe, ale drogie , tym bardziej że ja takich świeczek musiałabym mieć conajmniej kilka, bo zapachy szybko zaczynają mi się nudzić, więc lubię je zmieniać często. Dlatego też uważam że można fajne świeczki znaleźć taniej i też cieszyć się przyjemnym zapachem i nastrojem.
Bardzo przyjemnymi umilaczami jesieni są świeczki bolsius które można kupić np Rossmannie, ale również w sklepach typu Auchan. Duże słoje kosztują okł 15zł małe 7zł. Palą się długo i zapach świecy zaczyna się roznosić po pokoju po okl 30 min od zapalenia. Zapachy nie są nachalne, pachną bardzo przyjemnie więc ich znienawidzić ja zakupiłam małą świecę o zapachu ciasteczek, jabłka z cynamonem oraz figi z sosną.
Wszystkie zapachy są bardzo przyjemne, zapach ciasteczek jest najdelikatniejszy ale jest faktycznie zapachem smakowitych ciasteczek :P Wszystkie zapachy są takie jak napisano na opakowaniu.








Świece zachwycają również kolorami.









Nie maluję często paznokci, ale jednak czasem jakiś lakier na nich gości. Jesienią stawiam na ciemne kolory, ale nie lubię mieć pomalowanych paznokci na jeden kolor więc zawsze coś próbuje wymyślić i dzisiaj padło na bordo i złoto. Kiedyś kupiłam takie złoto od wibo ale niestety gdzieś go posiałam już rok temu i do tej pory nie urosło żebym mogła je znaleźć. Na promocji w Naturze znalazłam za to złoto od Catrice i jak się okazało jest baaaaaardzi podobne do tego które kiedyś kupiłam z Wibo, więc cieszę się że go kupiłam, tym bardziej że jest to kolor który jak dla mnie pasuje o każdej porze roku cudo <3. Lakier nie odpryskuje tylko się ściera co mi się podoba bardzo bo nie widać ewentualnych ubytków.

Bordo :


No i złotko :

Na tygrysim futrzastym sweterku który otula mnie w chłodniejsze dni <3 uwielbiam takie rzeczy :)

A tak wyglądają na moich pazurkach ( nie jestem mistrzem malowania pazurków wiem ).






No i to by było dziś na tyle :)

8 komentarze: