kosmetyki do ciała,

Kamczatski peeling do ciała.

sierpnia 17, 2016 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 5 Comments




Już wcześniej jak pisałam o Babuszkowych produktach pisałam wam że bardzo je lubię, moja miłość do nich nie mija. Nie są drogie, a za to są bardzo przyjemne w użytkowaniu ;) No i często mają fajne działanie tak jak np moja ukochana maseczka drożdżowa Agafii którą kocha mój skalp <3

edit: Moj skalp kochał starą wersję babuszkowej maseczki, nowy skład mam wrażenie że nie działa o ile nie pogarsza jeszcze sprawy swędzącego skalpu :( no i nie ma już cudownego zapachu ciastek, teraz jest zapach chemii :( 


Dzisiaj jednak nie włosowo. Chciałam wam przedstawić dzisiaj produkt do ciała, a mianowicie Kamczatski Peeling do ciała. Kupiłam już dawno, razem z jeszcze jednym peelingiem który będzie w innym poście.
Peeling zapakowany jest w niepozorną saszeteczkę w której mamy 100 ml produktu za około 5 zł, dla mnie to wystarczająca ilość, bo jak wiecie lubię zmieniać kosmetyki i zapachy.


Peeling ma zielonkawy kolor i taki "solnosaunowy" zapach jakby z lekką nutką ziół, jest to przyjemny zapach, do łazienki idealny :) 

Konsystencja przypomina pastę która dość łatwo się rozsmarowuje. Nie pieni się, bardzo dobrze oczyszcza chociaż nie jest jakiś mocno zdzierający, dla mnie jest taki delikatny. Mogłabym go używać codziennie.


Jak widzicie na zdjęciu w peelingu znajdują się takie czarne drobiażdżki, prawdę mówiąc nie wiem co to może być, ale jest to mięciutkie i daje ciekawy wygląd całemu produktowi. 


Peeling dobrze myje, peelinguje i co najważniejsze nie wysusza skóry po kąpieli, a nawet bardzo delikatnie ją jakby nawilża.  Producent pisze że peeling jest rozgrzewający, czy faktycznie rozgrzewa? Raczej nie :) Chociaż właśnie to zdanie mnie skusiło do zakupu :) Ale faktycznie podczas kąpieli jakby otula i nie czuć nieprzyjemnego chłodu pokąpielowego:)

No i poniżej bardzo miły skład i opis :) 




Oczywiście polecam wypróbować :) Ja jeszcze nie trafiłam na Babuszkowy kosmetyk który by mnie nie zadowolił. Chciałam tylko wspomnieć jeszcze, że opakowanie było dość dobrze wykonane bo zdarzyło mi się kilka razy zabrać produkt ze sobą w drogę i nic się nie działo, a pisałam wam kiedyś w przypadku mydełka w takim samym opakowaniu, że niestety ale tuż przy końcu się rozerwało klik :( Tutaj jednak wszystko było w jak najlepszym porządku :)

5 komentarze:

balsamy do ust,

Pomadka ohronna z olejkiem jojoba.

kwietnia 13, 2016 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 2 Comments

Pomadkę udało mi się zakupić dzięki współpracy z Panią Joanną dystrybutorem firmy Forever Living Product.
Pomadka wygląda jak pomadka, zamknięta w zwykłym opakowaniu z ładną, elegancką szatą graficzną. Opakowanie zakończone jest kółkiem które umożliwia wysuwanie pomadki z opakowania.
Początkowo nie byłam przekonana do zakupu kolejnej pomadki, tym bardziej że swój idealny balsam do ust już znalazłam i pisałam o nim tutaj, i jest nim oczywiście balsam wiśniowo-czekoladowy z firmy FM Group. Jednak pisałam wam o tym że miło by było znaleźć jego odpowiednik lub zamiennik właśnie w formie pomadki . Kiedy zobaczyłam na stronie Forever skład pomadki, stwierdziłam że muszę ją wypróbować no i kupiłam.


Pomadkę stosuję z przerwami od chyba roku. I niestety po 2 tygodniach zgubiłam moją pomadkę i musiałam zakupić drugą żeby móc wam o niej napisać. Na szczęście po pierwszych kilku użyciach byłam nią tak zachwycona że zakup kolejnej to i tak była tylko kwestia czasu.

Skład:

Aloe Barbadensis Leaf Extract, Simmondsis Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Petrolatum, Ethylhexyl Hydroxystearate, Beeswax, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax, Myristyl Myristate, Copernicia Carifera (Carnauba) Wax, Ozokerite, Flavor, Allantoin, Propylparaben.


Jak widzicie skład
przyjemny:)

Pomadka ma bardzo delikatny ładny jakby lekko kwiatowy/owocowy zapach, jest on jednak bardzo delikatny więc nikogo nie będzie drażnił. Konsystencja pomadki jest typowo olejkowa jakby lekko błyszczykowa czyli taka jaką najbardziej lubię. Długo utrzymuje się na ustach, świetnie nawilża i jest bardzo wydajna. Wystarczy jedno pociągnięcie a na ustach zostaje odpowiednia ilość. Nie skleja ust, nie podkreśla skórek. Nawilża, łagodzi pieczenie popękanych ust, fajnie działa na suche miejsca na twarzy a nawet na blizny. Jest naprawdę warta uwagi i polecenia. Można ją zakupić tutaj koszt to ok. 15zł
Moim zdaniem ma tylko jedną wadę w lecie może się niestety topić:( wtedy będę używałam balsamu z FM a ją zostawię sobie na zimę:) Jest moim zimowym ideałem :).

2 komentarze:

balsam do ciała,

Otulający balsam do ciała Pat&Rub, karmel i cytryna.

stycznia 31, 2016 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 4 Comments

U mnie ostatnio jest bardzo remontowo, przez co nie mam czasu, żęby pojawić się na blogu, ale zawsze jak złapię chwilkę to do was wracam, i dziękuję tym którzy mnie nie opuszczają i mimo moich nieobecności zaglądają na bloga.

Tak jak pisałam w ostatnim poście, żeby nie było ciągle włosowo dzisiaj post balsamowy :)
Balsamik z firmy Pat&Rub, co powiem na początek hmm... drogi przyjemniaczek :P. Moim zdaniem balsamik nie należy do najtańszych, jego cena to około 54zł za balsam do ciała o pojemności 200ml kiedy to dobre balsamy o tej samej pojemności możemy kupić za 20 maksymalnie 30 zł. Jednak bardzo trudno jest znaleźć balsam który jednocześnie pielęgnuje i obłędne pachnie nie nudząc mnie zbyt szybko swoim zapachem. Jestem straszliwym zapachowcem. Uwielbiam zapachy orzeszkowe, karmelowe, wszystkie z typu cięższych i otulających, ale ciężko jest mi znaleźć coś co na prawdę przez długi czas mi odpowiada. Ten balsam widziałam na jakimś vlogu, dziewczyna bardzo go zachwalała (ma podobnego nosa :P). Stwierdziłam że raz można wypróbować coś nowego i droższego. Poszperałam po internecie wersję z pompką. Zakupiłam go hmm chyba w połowie sierpnia, mam jeszcze troszkę do tej pory.




Jego zapach bardzo przypadł mi do gustu jest to typowy zapach karmelu przełamany nutką cytryny bardzo miły<3. Otulałam się nim calusieńką jesień, stosowałam nawet zamiast perfum ponieważ zapach był dość mocny i utrzymywał się sporo czasu, na piżamce można było czuć jego zapach nawet następnego wieczora. Zapach jest niezwykle ciepły i tak jak to napisano na opakowaniu otulający. Co jest bardzo pocieszające za dość wysoką cenę otrzymałam kremik który jest w istocie bardzo naturalny i co mnie baaaaardzo cieszy nie ma w nim grama parafiny której szczerze w balsamach nie lubię.




Poniżęj sklad trochę niewyraźny niestety.



Oraz opis producenta. Do prawdy nie wiem co się z tymi zdjęciami podziało... więc przepraszam za ich jakość ale nie mam już nic innego...


A teraz kilka słów o opakowaniu i działaniu. Działanie oceniam na bardzo dobre, pięknie nawilża ciało, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Nie lepi się i nie brudzi ubrań. Pozostawia po sobie długo piękny zapach, co może kolidować z zapachem naszych perfum. Nawilży nawet bardzo suchą skórę. Konsystencja zwykłego lekkiego balsamu, lekko i łatwo się rozprowadza. Kolor balsamu jest delikatnie muśnięty karmelem :). No i opakowanie, bardzo solidne. Nic nie pęka , nie psuje się nawet naklejki się nie obdzierają ani nie wycierają. Buteleczka jest trochę duża i zajmuje sporo miejsca, ale jest bardzo wygodna przy aplikowaniu produktu. Na końcu znajduje się pompka która dozuje odpowiednią ilość produktu, przez co produkt jest wydajny. I co jest ogromnym plusem wypycha produkt w całości od dołu do góry pozostawiając czyste opakowanie, a my mamy satysfakcje 100% zużycia produktu. Szkoda tylko że opakowanie jest jednorazowe, ale coś za coś.

Nie jest to tani zakup, ale na pewno opłacalny. Myślę że w przyszłości znowu to cudeńko pojawi się na mojej półce, ale to dopiero jak bedę miała większą ilość gotówki do wydania :p.

4 komentarze: