Finger Coils,

Finger Coils

grudnia 01, 2017 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 0 Comments

O metodzie Finger Coils jest już od dawna głośno. Ostatnio opisywała ją u siebie Curly Madeline, pokazywała całą metodę krok po kroku. Kiedyś już próbowałam tej metody, jak i wiele innych ale niestety praktycznie wszystkie prostują mi włosy. A kłaczki najlepiej wyglądają jak pokręcą się same bez żadnej pomocy.

Samej metody Finger Coils chyba nikomu nie muszę przybliżać, a jeśli nie wiecie o co chodzi to skrótowo powiem wam, że chodzi o to że musimy podzielić włosy na cienkie pasemka, które należy na palcu wraz z odrobiną stylizatora skręcić w jedną stronę pasmo po paśmie i pozostawić włosy do wyschnięcia. Po wyschnięciu powinien nam się ładnie zdefiniować skręt.

Samego momentu skręcania włosów nie miał mi kto pomóc uwiecznić na zdjęciach, ale reszta efektu od mokrych aż po suche włosy jest :)

Samo skręcanie pasm jest bardzo pracochłonne w szczególności jeśli ma się długie włosy, i zajmuje sporo czasu, więc jeśli chcemy spróbować tej metody musimy mieć sporo wolnego czasu.

Zdjęcie nr 1 i 2  Zaraz po zakończeniu skręcania pasm




Zdjęcie nr 3,4,5 i 6  Włosy podeschnięte w około 70%






Będąc przy zdjęciu poniżej muszę dodać że podczas wysychania metoda ta bardzo wydłużyła mi najdłuższe pasma włosów, a krótsze partie poskręcały się z dłuższymi co sprawiło że miałam długi ogon i brak objętość i wszystko wyglądało trochę jak jakaś peruka barokowa :D. Na szczęście jak włosy wyschły to nabrały odrobinę objętości i ogony zrównały się z pozostałymi pasmami :) 





Pozostałe zdjęcia to już efekt końcowy, włosy całkowicie wyschnięte.









Z ogólnego efektu jestem zadowolona, skręt trzyma się nawet kilka dni bez poprawiania. Włosy są ładnie zdefiniowane, a moje już na drugi dzień zaczynają pogłębiać skręt i robią mi się wszędzie spiralki. Minus tej metody jest taki że trzeba poświęcić jej sporo czasu i niestety pozbawia włosy objętości :/ Myślę że jeszcze kiedyś spróbuję tej metody, jeśli nie na całych włosach to na bardziej opornych partiach włosów które akurat ułożyły się źle.
A jak u was sprawdza się ta metoda ? 

0 komentarze:

dabur,

Dabur Herbal ziołowa pasta do zębów.

listopada 23, 2017 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 2 Comments

Już od bardzo dawna nasz rynek podbijają kosmetyki indyjskie firmy Dabur, najbardziej są znane oczywiście olejki do włosów typu Dabur Amla, Moją ulubioną jest oczywiście Dabur Amla Gold o której można poczytać tutaj


Idąc dalej pasta o opakowaniu pisać nie będę bo opakowanie jest jak każdej pasty, poniżej skład:


Pasta ma kolor ufoludkowo zielony :) pachnie miętowo, a w smaku jest niestety gorzkawa, bardzo mocno się pieni i wystarczy odrobinka żeby umyć zęby bardzo dokładnie. Jest to moje drugie opakowanie tej pasty. Pierwsze opakowanie kupiłam przez allegro za kilkanaście zł więc nie jakoś dużo tym bardziej że wystarcza ona na bardzo długo a to opakowanie zakupiłam w hinduskim sklepie. Swego czasu pomogła mi w walce z krwawiącymi i mocno zaczerwienionymi dziąsłami, a nawet z bólem zęba. Myślę że tajemniczy składnik tej pasty czyli drzewo Neem które ma działanie przeciwgrzybiczne, przeciwzapalne oraz antybakteryjne chociaż w składzie jest gdzieś dopiero w połowie miało w tym swój udział. Mogę ją polecić, smak nie jest idealny ale da się do niego przyzwyczaić :)


Jestem z pasty bardzo zadowolona. Chociaż smak ma trochę dziwny, to jak niewiele past jest bardzo pomocna w walce z problemami dziąseł. No i co ciekawe jako jedyna jak do tej pory niweluje w większym stopniu zapach zjedzonego czosnku lub cebuli :)

Wspominam o tym dlatego że tutaj możecie znaleźć link do przepisu na pyszny sosik czosnkowy na blogu który od  niedawna tworzymy razem z moim TŻ :)

2 komentarze:

aliexpress,

Włosowy zgadżet z Aliexpress

listopada 01, 2017 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 3 Comments


Coraz więcej osób kupuje na Aliexpress, możemy znaleźć tam mnóstwo tanich chińskich produktów, ale nie tylko. Czasem możńa trafić na bardzo ciekawe rzeczy, lub jakieś gadżety.
Ja szukając jakichś włosowych gadżetów natrafiłam na bardzo przyjemny gadżet jakim jest masażer.
Kupiłam go za około 3 euro czyli jakieś kilkanaście złotych.
Masażer działa na zwykłe baterie. Występuje w kilku kolorach, oczywiście można znaleźć różnie wyglądające.
Mój służy mi podczas nakładania oleju na skórę głow.



 Masażer jest bardzo prosty w obsłudze wystarczy nacisnąć guziczek i gotowe, masażer delikatnie wibruje i możemy przystąpić do masażu. Wyposażony jest w sylikonowe końcówki, ząbki masujące, twarde ale nie na tyle by zrobić sobie nimi krzywdę. Wygodnie trzyma się go w ręce, mieści się w dłoni i jest bardzo lekki. Masaż wykonuję delikatnie przytrzymując go przy skórze i poruszając nim delikatnymi kolistymi ruchami. Nie zaczepia się o włosy i nie wyrywa ich, a masaż jest delikatny i bardzo przyjemny. A na głowie mam mnóstwo bejbików, może w końcu zaczną się zagęszczać :)
Na przesyłkę czekałam około 3 tygodni


 
Zdecydowanie jest to gadżet do polecenia :) 

3 komentarze:

kolorowe pomadki,

Kolorówkowy zawrót głowy, czyli moje ulubione pomadki.

listopada 01, 2017 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 2 Comments

Baaaardzo dawno nie było nic kolorowego, w sumie raczej nie pojawiają się u mnie produkty do makijażu z prostego powodu... nie maluję się, a jeśli już to naprawdę rzadko. Na codzień jakoś nie widzę się w makijażu, zostawiam sobie tą przyjemność raczej na jakieś wyjścia. A jeśli już się maluję to bardzo delikatnie, i zazwyczaj jest to odrobina kredki i tusz do rzęs. Czasem mój "makijaż" to po prostu balsam do ust lub pomadka i o ile tusz do rzęs czy kredka raczej nie towarzyszą mi w torebce, to pomadek i różnego rodzaju balsamów do ust jest tam cała masa. W moich zasobach kosmetycznych nawet ciężko utrafić jakikolwiek podkład czy puder do twarzy  ( aktualnie nie mam ani jednego ) :D. Jakoś nie jestem fanką tych specyfików. Chociaż zastanawiam się nad zakupem jakiegoś chociaż kremu BB, czasem może być pomocny.

Przechodząc dalej, jeśli chodzi o balsamy do ust często sięgałam po Nivea ( o pomadkach Niva chociaż wszyscy je znają może będzie inny post :)  jak chyba większość ale, niektóre z nich pozostawiają dziwną warstwę na ustach taką lepką a wolę coś nawilżającego z efektem jakiegoś delikatnego olejku który się nie lepi do ust i którego nie mam ochoty zdrapać.
Pomadką która mi ostatnio bardzo podpasowała jest :

- pomadka Yves Rocher z olejkiem Makadamia na zdjęciu jeszcze ostatki wersji z limitowanej edycji Guatemala (śliczne opakowanie ) ale już w szufladzie czeka następna :)
* pięknie nawilża
* nie zostawia skórek
* daje delikatny połysk
* ma miękką konsystencję, łatwo rozsmarowuje i pachnie ciasteczkami


To teraz czas no kolorowe pomadki :) 
idziemy od lewej:
- matowa pomadka w kredce Golden Rose Matt Lipstick Crayon  nr 14 ( nude)
* kremowa konsystencja 
*nie wysusza ale też nie nawilża ja lubię pod nią nałożyć jeszcze balsam do ust ale wtedy trzyma się krócej
* trwałość średnia
* mnie ściera się dość równomiernie pozostawiając same kontury
* ma delikatny zapach wanilli
* krycie dobre
* efekt lekko satynowy 
* cena 12 zł

Moja aktualnie ulubiona matowa pomadka w płynie.

-Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick nr 19 
* dobre krycie 
* kremowa konsystencja 
* pachnie słodko waniliowo
* nie wysusza ust
* kissproof (długo schnie, jeśli nałożymy za dużo pozostawia delikatne ślady i może się rozmazać), i co ciekawe nie powinna zostawiać śladów, a jednak na moim kubeczku zawsze się pojawiają.
* ładnie równomiernie się ściera
* prosta aplikacja ( aplikator z gąbeczką )
* bardzo trwała, utrzymuje się do kilku godzin mimo jedzenia i picia, potrafi wytrzymać cały dzień
* efekt lekko satynowy
* cena 19 zł

- Golden Rose Matt Lipstick Crayon  nr 11Tak samo jak wyżęj przy nr 14 :) więc nie będę się powtarzać

Na koniec

- Ruge Edition Velvet Bourjois Matt Finish nr 10 ( chyba wszystkim doskonale znana, chyba rok temu był na nią szał :)
* delikatny codzienny róż, moim zdaniem dla każdego, sama nie jestem fanką róży i nie zawsze czuję się w nich dobrze ale ten jest bardzo sympatyczny
* nie wysusza ust
* pozostawia delikatna matową powłoczkę
* wygodny aplikator z gąbeczką
* trwały mimo jedzenia i picia wytrzymuje kilka godzin
* kolor zdecydowanie codzienny
* zapach delikatnie cukierkowy
* cena około 50 zł  ale na promocji rossmanna można kupić za połowę ceny czasem


                                                                           Od dołu:

                                          Ruge Edition Velvet Bourjois Matt Finish nr 10

                                          Golden Rose Matt Lipstick Crayon  nr 11
                                          Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick nr 19
                                          Golden Rose Matt Lipstick Crayon  nr 14

2 komentarze:

szampon,

Ziaja Med

października 06, 2017 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 4 Comments


Dzisiaj szybki post o Szamponie Ziaja Med. Który to szampon niestety troszeczkę mnie rozczarował. Dlaczego? 
Jest to szampon który ma łagodzić świąd, kupiłam go w sklepie Ziaji gdzie Pani sprzedawczynii zapewniała mnie że przy łzs faktycznie się sprawdzi. No niestety nie poradził sobie jakoś idealnie. Faktycznie zaraz po myciu lekko uspokajał mój skalp, ale niestety to był efekt krótkotrwały, a skóra głowy szybko się do niego przyzwyczaiła i dość szybko przestał łagodzić a szkoda.

Myślę że dla ludzi bez problemu łzs zdecydowanie lepiej się sprawdzi. 
- ładnie pachnie miętą 
- dobrze się pieni
- bardzo dobrze oczyszcza ( typowy zdzierak z sls) 
- cena 10 zł



No i jeszcze zdjęcie składu:


Myślę że jeśli nie macie problemu z łzs to ten szampon zadziała u was zdecydowanie lepiej :) 
No i zapraszam na Instagrama :) 
Follow my blog with Bloglovin

4 komentarze:

custard cantu,

Kręcona różnorodność. Zdjeciowo.

października 05, 2017 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 2 Comments


Dzisiaj zamiast gadania ( pisania ;) będzie post zdjęciowy 
A dla przypomnienia tutaj link do mojej mwh gdyby ktoś był zainteresowany :http://lavaniaviola.blogspot.ie/2014/03/moje-wosy-i-ich-historia.html

A poniżej możecie zobaczyć jak to z tymi kręciolkami jest, jak potrafią się poskrecaj a czasem rozprostowac, taki urok kręciolkow, co ciekawe mimo dużej wilgotności powietrza w irlandii puch zdarza mi się sporadycznie, Cantu Custard zdecydowanie je ujarzmia i trzyma :) 






A poniżej jeszcze mokre spiralki, jak wyschna były jeszcze bardziej skręcone aż żałuję że nie miałam czym zdjęcia zrobić :/ 


Nigdy całkiem prostych włosów nie miałam, odziedziczylam kręciolki po babci, dziadku oraz mamie ciesze się z tego :) Jestem z nich zadowolona bo mimo długości nadal mam ładny skręt z czego ogromnie się ciesze :) 

Ostatnio brakuje mi pomysłu na posty, jak macie jakieś pomysły bądź pytania to zapraszam, z miłą chęcią napisze o czymś co was interesuje;)

PRZYPOMINAM :
- szukajcie mnie na Instagram 
- na blogu jest zakładka "włosy moich czytelników" wiec serdecznie zapraszam do chwalenia się swoimi klaczkami kochani :)

Follow my blog with Bloglovin

2 komentarze:

niespodzianka,

Odrobina orientu od Isany oraz niespodzianka.

sierpnia 31, 2017 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 0 Comments


Marka Isana znana jest chyba wszystkim wiec nie muszę jej przedstawiac. Ja osobiście bardzo ja lubię i uważam że ma wiele ciekawych propozycji. W okolicach maja wypatrzylam w Rossmannie to cudo, nie wiem czy jest to produkt sezonowy ale mam nadzieje ze nie. Ja posiadam żel pod prysznic Oriental Spirit z kardamonem a z tego co widziałam była jeszcze wersja słodsza w zapachu Indian Passion z ekstraktem z tankowca, miałam kupić je obie ale tamta na pierwsze powąchanie jakoś mnie nie skusila, ale myślę że następnym razem wezmę je obie :) 
  


Jak wiecie jestem zapachowcem i często o tym wspominam, dla mnie kosmetyk musi nie tylko działać ale i ładnie pchniec żebym chciała po niego sięgać. Ten to typowy sls-owy żel pod prysznic o pięknym słodkawym zapachu z nutą orientu który zdecydowanie umila kąpiele.
* myje czyli spełnia swoje zadanie ;) 
* nie przesusza skóry 
* zapach mógłby utrzymywać się dłużej 
* z opakowania można łatwo wydobyć produkt do końca 
* delikatnie się pieni
* zapach ładny, słodkawy,idealny na jesienne i zimowe wieczory 
Ja jestem na tak :) 

.

A poniżej kilka nowostek biały cieply, misiakowy szlafroczek kupiony w lidlu ( chciałam czerwony bo to mój ulubiony kolor ale nie było, ale jeszcze gdzieś taki wynajdę ;p ) żel do włosów Cantu o którym już pisałam w poprzednim poście, serum do twarzy Argan Oil, Gumeczki invisibobble  ( o nich też było), olejek Amla Cooling oraz... tak, tak, dobrze widzicie i ja skusilam się na juz bardzo znane Body Boom, moja wersja to wersja truskawkowa 30 g za niecałe  3 euro.


Do następnego postu :) 
P.S. Zapomniałabym o niespodziance, klikając w poniższy link możecie posłuchać jednego z utworów w których i ja biorę udział:) 
Jest to Cover nagrywany i śpiewany przez mojego chłopaka, gitara - nasz kolega, głosy w tle - mój brat no i skrzypce -ja .

https://m.youtube.com/watch?v=g3wPuOii9yw&feature=youtu.be

Oraz zapraszam na Instagram  szukajcie mnie jako : lavaniaviola 

To tak żeby się lepiej czytało ;) 

0 komentarze:

custard cantu,

Cantu stylizator idealny ? Efekty na moich wlosach.

sierpnia 18, 2017 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 8 Comments


Do postu zabieram się już drugi raz ponieważ za pierwszym razem cały post na ostatniej kropce mi się z przyczyn niewiadomych usunął.
Od jakiegoś czasu udzielam się na bardzo miłej facebookowej grupie Curly Girl Polska szukalam jakiegos stylizatora i tam właśnie został mi polecony produkt Cantu. A dokładniej Define&Shine Custard. Kupiłam go w Bootsie za około 6 euro i oszalałam na jego punkcie <3. 


*Produkt zgodny z CG
* zapach kokosowe - owocowy bardzo przyjemny i bardzo naturalny 
* konsystencja żelu lnianego 
* nie puszy
* pięknie utrwala skręt 
* zostawia łatwe do odgniecenia sucharki 
* włosy błyszczą i są perfekcyjnie zdefiniowane 
* wystarczy odrobina na włosy przez co produkt wydaje się być baaardzo wydajny 


Jedyny minus jaki mogłabym podać to opakowanie które sama zmienilabym na coś innego ponieważ produkt troszkę się wylewa i zasycha jak glutek na brzegach. Można go łatwo oderwać ale wygląda nieestetycznie.


A oto moje klaczki po użyciu Cantu :) 


Poniżej jeszcze nie odgniecione.


I szalone loczki z przodu :)


Nie obyło się bez eksperymentu na sucho: 
Włosy po nocy na drugi dzień bez reanimacji , po południu po lekkim deszczu na prawą stronę na suche włosy nałożyłam I lekko ugniotlam Cantu.


Lewa pozostawiona bez zmian 
Jak widzicie zdecydowanie ograniczył puch i co ciekawe podbił skręt :) 

 
No i na koniec 
* na noc olej z ostropestu 
* mycie szampon Mane N ' tail do przeciwlupiezowy 
* maseczka Planeta Organica chyba Toskanska  (ta zielona) na 30 min 
* d/s do rozczesania Kallos Keratin
* bs Garnier Ultimate blends 
* Custard Cantu 
* odgniecione ręcznikiem 
* suszone dyfuzorem 


Efekt ? Skręt podbity włosy zadowolone, błyszczące, sprężyste, perfekcyjnie utrwalone i brak puchu  czego chcieć więcej ?
Gorąco polecam ten Custard, myślę że warto ;) 

8 komentarze:

Moje dzisiejsze włosowe spa.

sierpnia 05, 2017 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 8 Comments


Juz kilka postów temu wspominałam ze ba dłuższy czas odpuściłam trochę pielęgnację. Oczywiście nie całkowicie, nadal używam odżywki itp, ale odpuściłam olejowanie i maseczkowanie na dłużej niż kilka minut. Ale staram się znów wrócić do starego stylu olejowania na noc i maseczkowania. Próbuje wykończyć produkty które juz mam i zrobić listę tych które chce zakupić  wypróbować, oraz zakupić na następnych większych większych włosowych zakupach. 
Teraz chce się skupić na powstrzymaniu wypadania, podbiciu skrętu i zageszczeniu. 
JEŚLI MACIE JAKIEŚ RADY CO DO MASECZEK CZY NA JAKIEŚ PRODUKTY NA WYPADANIE LUB POROST PISZCIE W KOMENTARZACH KAŻDA PODPOWIEDŹ SIĘ PRZYDA :) 

Dzisiejsze Spa :) pierwsze zdjęcie włosy jeszcze niedoschniete.


* Na noc na olejowalam włosy olejem z ostropestu na odżywkę z olejkiem jojoba z Ives Rocher ( wyjątkowo nałożone na mokre włosy ), na skalp maska olejowa z Nacomi 
* rano umyte szamponem końskim Mane'n Tail
* kallos Keratin na 15 min 
* jako b/s Garnier Ultimate blends 
* odrobina jakiegoś męskiego żelu z łazienki
* włosy odcisniete ręcznikiem


Dwa ujęcia włosów w słonku :) 


Oraz lekko ruszone w łazience w celu uwidocznienia spiralki. 


Przydało by Się wieksze cieniowanie ale za mało mam klaczkow na to narazie :/ 
 Przy okazji zaprasza zakrecone na świetny wątek na fb Curly Girl polska :) miła i przyjemna atmosfera polecam :)

8 komentarze:

kosmetyki naturalne,

Olejek z ostropestu na moich włosach ;)

lipca 30, 2017 Lavania Viola / Wojownicza ksiezniczka 2 Comments


Olej z ostropestu gościł juz u mnie rok lub dwa lata temu, kiedy to dostałam odlewke od mojej przyjaciółki oczywiście od razu musiałam wypróbować na włosach. Byłam wtedy z niego zadowolona, a teraz znów o nim sobie przypomniałam i znów zagościł w mojej kuchni :) Zapraszam na efekt na klaczkach. 


Olej z ostropestu jest bogaty w tłuszcze nienasycone, jest polecany na problemy z wątroba, do spożywania na zimno w sałatkach. Swietnie dziala rowniez na problemy skorne typu egzema luszczyca. Znalazłam również gdzieś informacje ze przyspiesza porost włosów jednak sama nie wiem jak faktycznie działa w tym temacie. 
*zapach lekko zbożowy 
* kolor delikatnie zlotawy 
* konsystencja, tłusta jak to olej :p ale dość lekka 


Jakie efekty zauważyłam po tym oleju: 
* blask 
* niesamowita miękkość zmiękczy nawet bardzo grube i twarde włosy 
* nawilżenie 
* podbity skręt ( co najbardziej mnie cieszy :) robią się spiralki :) 
Minusów raczej nie zauważyłam. 

Zdarzyło mi się również zastosować na skórę twarzy i również byłam zadowolona, olej dość szybko się wchłanial i łagodzi podrażnienia :) Ja jestem z niego bardzo zadowolona i myślę że posiadaczki grubych włosów najbardziej odczulyby jego działanie, ale i na moich cienkich włosach działa, ale 
UWAGA można przesadzić z częstotliwością i włosy mogą stać stać się tak miękkie i miłe w dotyku ze nie będzie można się oprzeć dotykaniu :)

Poniżej zdjęcia włosków, niestety duża wilgotność powietrza (i chyba nowy szampon ) sprawiły ze w czasie robienia zdjęć na włosach był spory puch a włosy jeszcze niedoschniete. Moze następnym razem uda się uchwycić lepszy efekt :)


Musze się przyznać ze nie  pamiętam już kiedy miałam taki puch na głowie :p 
 A dla zainteresowanych czego użyłam : 
* na noc olej z ostropestu (w zasadzie na dzień i noc :p) 
* szampon z lidla Cien przeciwlupiezowy 
* odżywka d/s Kallos Keratin na kilka minut 
* odżywka jako b/s Garnier Ultimate blends z olejem ruchowy ( uwielbiam działanie i zapach ) 
* na końce olejek Matrix Oil Wonders z olejkiem Muru Muru.
* stylizatora brak, ostatnio sprawdzam jak włosy wyglądają bez nich i nie jest najgorzej :) 

No I to tyle :) 

A jeszcze moje locze na drugi dzień po myciu, w kucyku  bez reanimacji i czegokolwiek; ) 

2 komentarze: